piątek, 14 sierpnia 2009

Carpe Jugulum

Carpe Jugulum jest dwudziestą trzecią książką z cyklu "Świat Dysku", która wyszła spod pióra chyba najwybitniejszego i najbardziej obecnie czytanego brytyjskiego fantastyka Terry'ego Pratcheta. Swoją światową premierę, w języku angielskim, książka miała w 1998 roku, a w Polsce została opublikowana w osiem lat później. Za tłumaczenie odpowiada Piotr W. Cholewa, moim zdaniem najlepszy tłumacz Pratchetta na polski.

Rzecz dzieje się w dość specyficznym królestwie, położonym głęboko w Ramtopach, gdzie jedyny równy kawałek ziemi znajduje się w muzeum. Mowa oczywiście o Lancre, gdzie na tronie zasiada król Verence II z królowa Magrat Garlick, eks-wiedźmią, u swojego boku. Szczęśliwie panującej parze narodziła się córka, której imie zostanie nadane według tradycyjnej ceremonii, w nocy, o północy. Całe królestwo, jak i goście zjeżdżający ze wszystkich stron świata, szykują się do ceremonii. Trzy lokalne wiedźmy: Babcia Weatherwax, Niania Ogg i Agnes Nitt liczą na dobrą zabawe, wyśmienite jedzenie i oczywoście dobre pochlanie. Niestety jedna z nich nie zdoła nawet dotrzeć na imprezę, trafią na nią za to nie zbyt chętnie widziani - wielebny Wielce Oats oraz wampiry z Uberwaldu. Właśnie Ci goście wprowadzają do książki jej dwa główne motywy wprzewodnie - chęć dobycia kontroli nad królestwem przez wampiry oraz rozliczenia i rozwazania dotyczące religii, które towarzyszą Wielce Oatsowi i jego interakcją z wiedźmami (przede wszystkim z Nianią Ogg).

Zagrożenie ze strony wampirów jest niebagatelne. Przede wszystkim dlatego, że mają one zdolność czytania myśli i przejmowania umysłów istot niższych, w tym ludzi. Coś jak lepsza wersja babcinego pożyczenia. W wyniku tego każdy ma ich za niespotykanie miłą rodzinkę i nikt nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji i grożącego zagrożenia. Na szczęście nie nad wszystkimi umysłami są w stanie przejąć kontrolę. Będę mieć szczególny problem z głową wypełnioną głęboką wiarą oraz z umysłem z rozdwojeniem osobowości.

Druga z poruszanych w książce kwestii to sprawa wiary. Wielce Oats i reprezentowana przez niego religia jest tu alegorią chrześcijaństwa. Tak, z pewnością alegorią, a nie karykaturą. Chociaż wiedźmy, a zwłaszcza Niania, dażą Oatsa dużą dozą antypatii, ze względu na to, że jego pobratymcy zwykli przed wiekami palic na stosie wiedźmy, a w całej książce występuje wiele śmiechów i żartów z religii i Pisma Świętego, to książka z całą pewnością nie wyśmiewa wiary. Owszem, pokazuje jej nierozumowość i często brak logiki, ale uwidacznia też zalety z tego wynikające.

Książka te jest moim powrotem do Pratchett'a po latach. Wydawało mi się, że jego twórczość mi się przejadła. Chyba mi się tylko wydawało. Bo czytało się bardzo mile i szybko, a lekturze nie raz towarzyszył uśmiech, a czasem nawet śmiech. W paru miejscach autor zdołał mnie mile zaskoczyć, między innymi sposobem w jaki rozprawiono się w wampirami, ale znowu inne postacie były przewidywalne nie mal od początku, gdy się pojawiły (np. Igor).

Fanom Świata Dysku, i szerzej, twórczości Pratchetta, książki rekomendować nie trzeba. Sami za pewno albo już po nią sięgneli, albo zrobią to przy najbliższej nie nadażającej się okazji. Tym, co natomiast z niego wyrośli, jak np, ja, polecam, aby znów poczuć magię tego świata. Podobnie do spróbowania zachęcam tych, co nie mieli ze Światem Dysku jeszcze żadnej styczości. Jest duża szansa że się uzależnicie.

środa, 5 sierpnia 2009

Rose Madder

Jako pierwszą chciałbym zrecenzować książkę, którą przeczytałem jakiś czas temu, a która wywarła na mnie tak silne wrażenie, że do tej pory niektóre jej sceny stają mi jak żywe przed oczami. Dziełem tym jest „Rose Madder” autorstwa Stephena Kinga.

Książka ta opowiada historię kobiety, z dobrym kilkuletnim stażem małżeńskim. Niestety nie są to najlepsze dla niej lata, bowiem okres ten w znacznej mierze wypełniony jest strachem i bólem, których doznawała od męża. Norman, ów mąż, jest policjantem, który ma za sobą trudne dzieciństwo, które teraz dla rozrywki odbija sobie na żonie. Oprócz standardowego, codziennego poniżania i pogardy dla mnie, nie jednokrotnie zafundował jej pobicie, dorzucając czasem do tego gwałt. Jakoże jest policjantem, to bez problemowo tuszował wszelkie podejrzenia odnośnie przemocy domowej, a sama Rose była zbyt zastraszona by wnieść i utrzymać oskarżenie. Nawet wtedy, gdy w wyniku pobicia poroniła ich wspólne dziecko.

Tak mijały jej lata, w poczuci wielkiej bezsilności, z częstymi łzami spływającymi po policzkach. Aż pewnego dnia, nie wiadomo dlaczego, czara goryczy nagromadzonej w jej sercu przelała się. Postanowiła odejść. Uciec od męża jak najdalej i rozpocząć nowe życie. Zapala się w jej duszy promyk nadziei na to, że w swoim życiu może jeszcze zdoła zaznać szczęścia i pomimo strachu przed zemstą, jeśli mąż ją odnajdzie, wychodzi z domu i wyjeżdża z miasta.

Książka jest, jak dla mnie, bardzo dobrym portretem psychiki kobiety, która rzuciła wszystko na jedną kartę, aby jeszcze zaznać w życiu szczęścia, a przynajmniej bezpieczeństwa i normalności. Towarzyszący jej strach przed odnalezieniem przez zdesporowanego i brutalnego męża. Zagubienie w nowym, nieznanym otoczeniu i solidarność pomiędzy kobietami po przejściach. Każda z nich ma spory życiowy bagaż doświadczeń i swoje sposoby na radzenie sobie z nim. Powolne otwieranie się na innych, budowanie zaufania i nowej miłości. A w tle cały czas czai się czerwony w furii mąż, który jest gotowy ją zabić, jak tylko ją dopadnie. No bo jak ta kurwa, będąca jego własnością, mogła mu zwiać. Stracił kontrole nad nią, nad chyba jedyną rzeczą (celowe uprzedmiotowienie), nad którą miał całkowity wpływ. To spowodowało, że zmienił się w gończego psa, który już w dupie ma wszystko, oprócz tego by dorwać tę sukę i pokazać jej KTO TU RZĄDZI. Nie zważa już na jakiekolwiek pozory i prawo – jest gotów zabić każdego na swojej drodze.

A oprócz tych wspaniale zarysowanych postaci, jak zwykle u Kinga, jest też element para normalny. Tajemniczy, tytułowy obraz, który jest bramą do drugiego świata. Jak dla mnie, te elementy paranormalne są czasem w książkach Kinga zbędne i lepiej mi się je czyta, zanim są one wyeksponowane. Tak było w przypadku Bezsenności, tak również było i w tym przypadku.

Książka, jak to zwykle u Kinga, czyta się szybko i bardzo przyjemnie. Sam tekst sam wskakuje do umysłu, a dodatkowo fabuła zachęca do tego, aby nie zaprzestawać jeszcze lektury i przeczytać jeszcze następny rozdział.

Podsumowując Rose Madder to książka, w której King po raz kolejny znakomicie wszedł w umysł i logikę (jeśli można użyć tego pojęcia w odniesieniu do kobiet) kobiety po przejściach. Znakomicie odwzorował też postać jej małżonka, który po trudnym dzieciństwie jedyne dowody swej siły i wartości znajduje w upodlaniu swojej żony. A gdy ta znika, traci wtedy grunt pod nogami i całkowitą kontrolę nad nim przejmuje ciemna strona szaleństwa.

Zaczynamy

Witam serdecznie. Ten blog chciałbym poświęcić książkom. Będę na nim publikował książki, które moim zdaniem są warte polecenia i przeczytania, a które właśnie czytam czy przeczytałem wcześniej. Nie będą to jakieś super wielkie nowości i hity (choć i takowe mogą się znaleźć), lecz po prostu tylko i wyłącznie dobre książki, które akurat wpadły mi w ręce i które przeczytałem.

Wśród autorów, których pozycje zostaną tu zrecenzowane, na pewno pojawią się takie nazwiska jak Stephen King, Terry Prachett, Haruki Murakami, Kurt Vonnrngut, Andrzej Pilipiuk czy John irving. Więc jeśli te nazwiska nie są Ci obce i jeśli jeszcze do tego darzysz sympatią tych autorów, ich dzieła i twórców pokrewnych, to z pewnością znajdziesz na tym blog coś dla siebie. Dlatego zapraszam do zaglądania tutaj co jakiś czas, aby zdobyć zachętę do sięgania po dobre książki oraz dzielenia się swoimi wrażeniami i opiniami w komentarzach.