Carpe Jugulum jest dwudziestą trzecią książką z cyklu "Świat Dysku", która wyszła spod pióra chyba najwybitniejszego i najbardziej obecnie czytanego brytyjskiego fantastyka Terry'ego Pratcheta. Swoją światową premierę, w języku angielskim, książka miała w 1998 roku, a w Polsce została opublikowana w osiem lat później. Za tłumaczenie odpowiada Piotr W. Cholewa, moim zdaniem najlepszy tłumacz Pratchetta na polski.
Rzecz dzieje się w dość specyficznym królestwie, położonym głęboko w Ramtopach, gdzie jedyny równy kawałek ziemi znajduje się w muzeum. Mowa oczywiście o Lancre, gdzie na tronie zasiada król Verence II z królowa Magrat Garlick, eks-wiedźmią, u swojego boku. Szczęśliwie panującej parze narodziła się córka, której imie zostanie nadane według tradycyjnej ceremonii, w nocy, o północy. Całe królestwo, jak i goście zjeżdżający ze wszystkich stron świata, szykują się do ceremonii. Trzy lokalne wiedźmy: Babcia Weatherwax, Niania Ogg i Agnes Nitt liczą na dobrą zabawe, wyśmienite jedzenie i oczywoście dobre pochlanie. Niestety jedna z nich nie zdoła nawet dotrzeć na imprezę, trafią na nią za to nie zbyt chętnie widziani - wielebny Wielce Oats oraz wampiry z Uberwaldu. Właśnie Ci goście wprowadzają do książki jej dwa główne motywy wprzewodnie - chęć dobycia kontroli nad królestwem przez wampiry oraz rozliczenia i rozwazania dotyczące religii, które towarzyszą Wielce Oatsowi i jego interakcją z wiedźmami (przede wszystkim z Nianią Ogg).
Zagrożenie ze strony wampirów jest niebagatelne. Przede wszystkim dlatego, że mają one zdolność czytania myśli i przejmowania umysłów istot niższych, w tym ludzi. Coś jak lepsza wersja babcinego pożyczenia. W wyniku tego każdy ma ich za niespotykanie miłą rodzinkę i nikt nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji i grożącego zagrożenia. Na szczęście nie nad wszystkimi umysłami są w stanie przejąć kontrolę. Będę mieć szczególny problem z głową wypełnioną głęboką wiarą oraz z umysłem z rozdwojeniem osobowości.
Druga z poruszanych w książce kwestii to sprawa wiary. Wielce Oats i reprezentowana przez niego religia jest tu alegorią chrześcijaństwa. Tak, z pewnością alegorią, a nie karykaturą. Chociaż wiedźmy, a zwłaszcza Niania, dażą Oatsa dużą dozą antypatii, ze względu na to, że jego pobratymcy zwykli przed wiekami palic na stosie wiedźmy, a w całej książce występuje wiele śmiechów i żartów z religii i Pisma Świętego, to książka z całą pewnością nie wyśmiewa wiary. Owszem, pokazuje jej nierozumowość i często brak logiki, ale uwidacznia też zalety z tego wynikające.
Książka te jest moim powrotem do Pratchett'a po latach. Wydawało mi się, że jego twórczość mi się przejadła. Chyba mi się tylko wydawało. Bo czytało się bardzo mile i szybko, a lekturze nie raz towarzyszył uśmiech, a czasem nawet śmiech. W paru miejscach autor zdołał mnie mile zaskoczyć, między innymi sposobem w jaki rozprawiono się w wampirami, ale znowu inne postacie były przewidywalne nie mal od początku, gdy się pojawiły (np. Igor).
Fanom Świata Dysku, i szerzej, twórczości Pratchetta, książki rekomendować nie trzeba. Sami za pewno albo już po nią sięgneli, albo zrobią to przy najbliższej nie nadażającej się okazji. Tym, co natomiast z niego wyrośli, jak np, ja, polecam, aby znów poczuć magię tego świata. Podobnie do spróbowania zachęcam tych, co nie mieli ze Światem Dysku jeszcze żadnej styczości. Jest duża szansa że się uzależnicie.
Gem, aplikacja testowa i testy
1 miesiąc temu